My blog


Tydzień ze sportem

Posted in Bicykl, Living by k.baranowski on the maj 8th, 2008

W tym tygodniu ostro się sportuję. Po długim weekendzie, opływającym w żarcie i nie tylko, przyszedł czas na chwilę sportów. I tak we wtorek: rower, najpierw zaczęło się od tłuczenia w sprzęt młotkiem - w co prawda nie mój, bo żony, ale rower to rower. Sprzęt wymaga drobnych napraw: wymieniałem przednie zębaty, gdyż te zamontowane były tak krzywe, że łańcuch “spadywał”. Pozatym przerzutka czeka jeszcze na założenie i kto wie: może do wieczornych wypadów na miasto dołączy Ewa. A propos wieczornego jeżdżenia, w tenże dzień umówiony byłem z Piotrkiem na wycieczkę. No więc sobie trochę pojeździliśmy: deptak, ul. Ogrodowa, Polska Wełna, jakieś szuwary przy Zefamie, potem  ul. Aliny przy Liceum Katolickim i Kościele, któy pierwszy raz na oczy widziałem. Super trasa zwłaszcza ciekawy był betonowy podjazd, po którym dojechaliśmy pod stadion żużlowy. Potem przecieliśmy wrocławską i lasem dojechaliśmy pod obserwatorium na braniborskiej - też miło, zwłaszcza, że dalej jest z górki. Ziu! Rozpędem ponownie na deptak i dalej już do domu - trochę więc kilometrów zrobiłem. A propos kilometrów: szlag trafił bateryjkę w liczniku i musiałem wymienić. Niestety wszelkie rekordy i wyniki poszły w zapomnienie. A więc ku pamięci:

Przejechany dystans: 3307 km

Średnia prędkość - 15,6

Prędkość maksymalna - 55,7 km/h

Co prawda te 3307 km nie zrobiłem w jeden sezon, ale trochę się jeździło. Zobaczymy jakim wynikiem ten rok się zakończy. Tyle o rowerku.

W środę przyszedł czas na sporty grupowe: jak co dwa tygodnie, sala w Drzonkowie stanęła otworem. Byliśmy znów w 10-kę - chętnych do zmachania się - całkiem przyzwoity wynik jak na programistów. Tym razem graliśmy tylko w nogę, 60 minut to i tak dużo. Jak zwykle zmachaliśmy się jak konie, ale jakie to przyjemnie uczucie: dać sobie wycisk. Bezcenne. Doszło do tego, że zastanawiamy się zwiększeniem czasu do 1,5-2h. Forma rośnie…

3 kot wylądował w łapach mych

Posted in Czytanko by k.baranowski on the maj 5th, 2008

Udało się. Mam 3 tom kryminału dodawanego co czwartek do Wyborczej. Jako, że pierwszego wypadło w czwartek, a więc w dzień wolny, liczyłem na publikację w piątek. Będąc w Gubinie lecę do kiosku: Gazeta jest i owszem, ale bez książki, hm… lecę do drugiego kiosku - Jest i Gazeta i film - bo dziś w dodatku film. Kurde! Dziwne trochę, ale może faktycznie wymyślili, że ludzie na długi weekend będą się odmóżdżać i jedynie co będą czytać to etykiety od piwa, zajadając się przy okazji grillową kiełbachą. No trudno, dla pewności sprawdziłem u jeszcze jednego sprzedawcy, u niego Gazety nie było, ale zapewniał mnie, że był tylko film. No dobra, utwierdzony w swoim przekonaniu, wróciłem do weekendowych czynności, czyli grillowania oraz  strzelania z wiatrówki, godząc się z tym, że następny odcinek przygód dziennikarza Qwillerana oraz jego towarzysza kota będę mógł zacząć czytać od czwartku.

Poniedziałek. Idę sobie do roboty, po drodze jak zwykle zaglądam do blaszaka - spożywniaka: buły, Wyborcza, mleko itd. Już mam płacić kiedy Pani spod lady wyciąga książkę i pyta się czy nie chcę czasem. O jacież! A jużci! Gęba mi się uśmiechnęła, wybuliłem 12 plnów i mam - 3 tomik do kolekcji. Tytuł brzmi: “Kot który się włączał i wyłączał” - jak zwykle oryginalny.  Nie pozostało nic innego jak się zaczytać, papa…

Narty - koniec sezonu …

Posted in Narty by k.baranowski on the maj 3rd, 2008

Niestety przyszedł w końcu ten dzień. Sprzęt został wywieziony do Gubina, czekał będzie na następny śnieg. Mieliśmy jeszcze raz pojechać w ostatni weekend kwietnia, ale jakoś nie wyszło. No trudno. Trzeba jednak powiedzieć iż tegoroczny był wspaniały: byliśmy z 10 razy na białym szaleństwie. Odwiedzaliśmy głównie Czechy: Paseky nad Jizerou oraz Rokytnice nad Jizerou, ale trafiło się nam też być w Spindlerovym Mlynie, a także w Dziwiszowie - czyli w Polsce. Porównywanie ośrodków w obu państwach nie  sensu - to tak jakby chciec porównać malucha i mercedesa, oczywiście korzystniej wypadają nasi południowi sąsiedzi. Przygotowanie tras, wyciągi, bistro - wszystkim biją nas na głowę. Dziwna sprawa, bo przecież u nas warunki podobne, a nie dzieje się nic. Jest jakiś kilka tras w Szklarskiej, kilka w Karpaczu ale szału nie ma. Po drugiej stronie granicy natomiast w każdej górskiej mieścince jest gdzie pojeździć - dlaczego u nas tak być nie może? Nie wiem. Może coś w następnym sezonie drgnie - podobnoż w Świeradowie pan Zasada coś zamierza zbudować - ale co, kiedy? To dowiemy się może w grudniu. A więc do grudnia - a tymczasem rower!

Chemiczny Ali

Posted in Living by k.baranowski on the maj 2nd, 2008

Dziś z chemią ruszyłem na winorośl. Kupiłem dwie paczki Dithane, preparatu grzybobójczego i dawaj pryskać. Gogle na oko, opryskiwacz na plecy, lanca do łapy i jak Don Kichot - bij zabij grzyba. Głównym celem była winorośl, ale oberwało się również brzoskwiniom. A co. Grzyba tępić trzeba, zwłaszcza gdy niejadalny. Siedem litrów fungicyda wylałem na rośliny, trochę mi to zajęło w sumie. Niestety po robocie znalazł się jeden problemik - zaczęło kropić. Shit! Na szczęście na dobre się nie rozpadało, ale mimo wszystko trochę pokapało, miejmy nadzieję że wszystkiego nie zmyło. Oby bo całą robotę szlag by trafił, a co gorsza nie będzie z czego wina zrobić we wrześniu.

Sezon rowerowy rozpoczęty

Posted in Bicykl by k.baranowski on the kwiecień 22nd, 2008

Dziś wystartowałem z rowerkiem. Najpierw delikatnie i spokojnie, wybrałem się mianowicie rowerem do pracy. Pogoda dopisywała więc postanowiłem skorzystać. Po wczorajszym treningu, nawet się nie zasapałem podjeżdżając pod górkę. Droga powrotna podobna, tyle że z górki, trochę więc łatwiej. A na wieczorek ustawiłem się z kolegą Piotrkiem, z którym to zeszłych sezonów niemało kilometrów zrobiłem. No i pojechaliśmy. Przepisowo. Oboje w kaskach, w strojach itd. Tip-top. Zrobiliśmy rundkę po mieście, jakieś kilkanaście kilometrów, na początek nieźle. Godzinka pękła, jak się patrzy. Pierwsza jazda bardzo udana. Rower także spisał się przednio, po wymianie kół, siodełka, wolnobiegu  jeździ jak szalony. Sezon zapowiada się więc pysznie.

Następna strona »